wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 10.

    Rano obudziłam się we wspaniałym humorze. Wisienką na torcie było to, że spotkam się dzisiaj z Mario. Poleżałam jeszcze chwilkę w łóżku i niechętnie z niego wyszłam. Poszłam do łazienki i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Wróciłam do pokoju i wzięłam ze sobą ciuchy i telefon, aby ponownie swoje stopy skierować do łazienki. Zakręciłam wodę i weszłam do wanny. Woda była gorąca, ale jednocześnie tak miła. Włączyłam piosenki w telefonie i rozluźniłam się. Moje myśli błądziły po wczorajszym wieczorze. Uśmiechnęłam się na myśl o czasie spędzonym z moim Mario. Wakacje we Włoszech. On tak serio? Ja podałam tylko przykład, bo pytał. Trzeba mu to wybić z głowy. Nie lubię, gdy ktoś za mnie płaci. Płacić jedynie może za mnie tata. Zobaczę się z nim dzisiaj przed meczem. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk, który zawsze towarzyszył przychodzącej wiadomości do mnie. Zerknęłam na ekran, gdzie widniała wiadomość od Mario.

Hej Kotku :-* Wstajemy, nie ma spania :-D Kocham Cię :-*

    Uśmiech nie schodził mi z twarzy, on jest taki kochany. Szybko odpisałam mu:

Hej, już nie śpię :-P Ja Ciebie też :-*

    Odłożyłam aparat na bok i wyszłam z wanny, wycierając się ręcznikiem. Ubrałam się w przygotowane wcześniej ubrania, pomalowałam się, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Zabrałam telefon i ruszyłam do pokoju Wiktorii i Marco. Zapukałam do drzwi, w których po chwili pojawiła się moja przyjaciółka.
-Wstałaś już? - zaśmiałam się - Reus?
-Reus, a kto inny - uśmiechnęła się.
-Idziemy na miasto? Do meczu jeszcze zostało czasu.
-No dobra, prowadź.
    Skierowałyśmy się do windy, w której kłóciłyśmy się, która wciśnie przycisk. Taaak. My tak zawsze. W końcu poszłyśmy na kompromis i przycisnęłyśmy razem. Wyszłyśmy przed hotel. Wiktoria marudziła, że jest głodna, więc zaprowadziłam ją do kawiarni, w której mogła coś zjeść. Zajęłyśmy stolik przy oknie. Po kilku minutach podeszła do nas kelnerka, która wzięła od nas zamówienia. Ja poprosiłam o tosty i wodę, a mój Głodomor wziął tosty i jakieś ciasto oraz sok. Około 15 minut później dostałyśmy zamówione przez nas posiłki i zaczęłyśmy je konsumować. Posiedziałyśmy jeszcze chwilkę i wyszłyśmy. Wolnym krokiem, przez park ruszyłyśmy do hotelu. Gdy byłyśmy już na naszym piętrze to rozdzieliłyśmy się, ponieważ każda szła do swojego tymczasowego pokoju. Zostały 2,5 godziny do meczu. Szybko poprawiłam swój wygląd i zmieniłam strój. Założyłam czarne rurki i koszulkę BVB, którą ze sobą zabrałam. Wzięłam jeszcze torebkę i już byłam gotowa. Wiktoria właśnie wychodziła na korytarz. Taksówką, która stała przed hotelem udałyśmy się na stadion Bayernu Monachium - Allianz Arenę. Zajęłyśmy miejsca i usiadłyśmy wygodnie. Po chwili dostałam SMS-a od taty, żebyśmy zeszły po spotkaniu na murawę.
    Czas do meczu minął nam bardzo szybko. Siedziałyśmy zadowolone, ponieważ nasze pszczółki wychodziły właśnie na boisko. Na naszych twarzach były ogromne uśmiechy. Zawodnicy rozpoczynają mecz. Zdziwieniem było to, że Klopp na te rozgrywki nie wystawił swojego najlepszego składu. Spotkanie układało się po naszej myśli. Mieliśmy świetną akcję, ale obrona Bayernu była równie dobra i w ostatniej chwili piłkę wybił Dante. Kolejna akcja, lecz tym razem należała ona do Monachijczyków. Mecz był wyrównany. Akcje były prowadzone na zmianę. 44 minuta. Reus biegnie z piłką mijając zawodników Bayernu jak tyczki. Jest już w polu karnym. Podaje futbolówkę do Lewandowskiego, ponieważ przed nim wyrasta David Alaba. Lewandowski iiiiii goooool. Trybuny oszalały. Kibice Dortmundzkiej drużyny skandują nazwisko strzelca bramki. Piłkarze cieszą się razem z kibicami. Naszej radości nie dało opisać się słowami. Pierwsza połowa dobiegła końca. Teraz 15 minut przerwy, które zleciały nam bardzo szybko. Śpiewałyśmy klubowe przyśpiewki. Obie drużyny wróciły na boisko. Nie możemy posiąść na laurach, ponieważ ten mecz decyduje o tym, kto zostanie mistrzem Niemiec, więc drużyna z Monachium na pewno chce wygrać to spotkanie tak bardzo, jak Dortmund. Pierwsza akcja była akcją Bayernu. Gdy piłka poleciała w światło bramki i mogłoby się wydawać, że będzie remis to Roman Weidenfeller niesamowicie wyciągnął się do tej piłki i wybił ją. Słychać było zduszone krzyki i jęki zawodu kibiców drużyny z Bawarii. Tymczasem Piszczek stał się źródełkiem kolejnej akcji. Podaje piłkę do Reusa, a ten umieszcza ją pewnie w siatce. Szczęścia nie ma końca. Defensywa Monachium jest widocznie zagubiona, co daje kolejną bramkę dla piłkarzy z Zagłębia Ruhry. Tym razem strzela Błaszczykowski. Do czasu podstawowego zostały doliczone 2 minuty. Piłkarze z Północnej-Westfalii, ani myślą przestać strzelać, co daje nam bramkę Łukasza Piszczka w doliczonym czasie. Kibice szaleją. 4:0 dla Borussii Dortmund. Piłkarze dziękują sobie za spotkanie i wymieniają koszulkami. Zawodnicy Dortmundu podbiegają do trybuny przeznaczonej dla kibiców swojego klubu i również dziękują im za doping.
    Zeszłyśmy na murawę, gdzie czekał na mnie tata. Wiktoria poszła do Reusa. A ja do taty, do którego się przytuliłam.
-Jak mecz? - zapytał.
-Dla mnie? Cudowny. Tato, to Borussia Dortmund zawsze była w moim sercu. To mój ukochany klub i nic tego nie zmieni.
-Wiem i Cię rozumiem. Nie mogę Ci zabronić tego - uśmiechnął się - No, leć już do Mario, bo nie może się doczekać - zaśmiał się.
    Podeszłam do Mario i go pocałowałam. Przyciągnął mnie do siebie i nawet nie chciał słyszeć o tym, żeby się ode mnie oderwać. Musiał jakoś panować nad sobą, ponieważ staliśmy na boisku pełnym kibiców na trybunach, którzy czekali, aż BVB odbierze paterę.
-Cieszysz się ze zwycięstwa, prawda? Powiem Ci w sekrecie, że ja również nie jestem smutny z tego powodu, że wygrali - powiedział mi do ucha.
-Poczekaj chwilę - pocałowałam go w policzek.
    Podeszłam do moich chłopców i wyściskałam ich oraz im pogratulowałam. Wzięłam Wiktorię na bok, a po chwili przyszedł do nas już przebrany Mario.
-Przyjadę o 22, dobrze? Muszę iść na uroczyste podziękowanie.
-Dobrze.
    Z Wiktorią wróciłyśmy do hotelu. Uroczyste podziękowanie BVB miało być później ze względu na to, że są w finale Ligii Mistrzów. Zostało więc to przełożone na pierwszego lipca. Trochę dziwne, ale tak jest. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy.

*Mario*
    Byłem w hotelu, ale poszedłem najpierw do Reusa. Windą wjechałem na piętro, gdzie był mój przyjaciel. Na drzwiach szukałem prawidłowego numeru. Doszedłem do drzwi, gdzie na klamce napisane było:

TU NIE MA LAMY. GÖTZE NIE WCHODŹ - WIKTORIA.

    Zaśmiałem się i zapukałem do drzwi, w których stanął Reus.
-Kochanie, kartka nie pomogła - zaśmiał się do swojej dziewczyny.
-A może on czytać nie umie. Albo wiem! Wzrok mu się psuje, bo tak się dzieje od masturbacji. A skoro Natalia w Dortmundzie, a on tu - zarechotała.
-Jestem już tutaj - nie wytrzymałem i sam wybuchnąłem śmiechem.
-Powiedziałeś Natalii? - zapytał Marco.
-Jeszcze nie. Jak myślisz, ucieszy się? - zapytałem cicho.
-No jasne, stary.
-Będę wcześniej, bo mam problemy z mięśniem, dlatego zszedłem. Dobra, idę do Natki.
-Idź, ale nadal nie mogę pojąć jakim cudem będziesz...
-Szczęście - przerwałem mu oraz posłałem delikatny uśmiech i już mnie nie było.
    Skierowałem się do drzwi pokojowych mojej dziewczyny. Zapukałem i nic.
-Natka, to ja - bardzo inteligentnie 'to ja' - Kotku.
    Po chwili w drzwiach stała wyczekiwana przeze mnie kobieta.
-Przepraszam, zasnęłam. Wejdź - przytuliła się do mnie.
-Muszę Ci coś powiedzieć - usiadłem na łóżku - wracam do Dortmundu.
-Żartujesz?
-Nie, mówię poważnie.

*Natalia*
    Wraca do Dortmundu. Proszę, żebym się tylko nie obudziła.
-Nie, mówię poważnie.
    Nie wytrzymałam i pocałowałam go. Nasze pocałunki dążyły do jednego i oboje byliśmy tego świadomi.
-Ale najpierw jedno - przerwałam wymianę czułości pomiędzy nami.
-Tak? - powiedział pomiędzy delikatnymi pocałunkami, które składał na mojej szyi.
-Jak to możliwe?
-Sam nie wiem. Rozmawiałem z zarządem o kontrakcie i mój manager zażądał klauzuli odstępnego - przerwał - wcześniej to uzgodniliśmy. I udało się. Nie wiem jakim cudem zaczęły się rozmowy z Borussią, ale stało się i wracam.
-Niemożliwe - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
-Jeszcze jedno. Będę wcześniej w Dortmundzie, bo mam problemy z mięśniem. Będę już w poniedziałek.
    Wróciliśmy do poprzednich czułości. Byliśmy ogromnie szczęśliwi.
    Obudziłam się. Mario już nie spał.
-Dzień dobry Księżniczko - pocałował mnie.
-Dzień dobry Kochanie - odwzajemniałam jego czynność. - Co to za koperta?
-Jaka? A ta. Znalazłem ją pod Twoimi drzwiami.
    Wstałam po nią. Pisało na niej moje imię i nazwisko. Wróciłam do łóżka, a Götze leżał na brzuchu. Plecy miał podrapane.
-Co Ci się stało? Czego masz plecy podrapane? - zapytałam.
-Chyba Ciebie powinienem o to spytać. A więc. Dlaczego mnie podrapałaś - zaśmiał się, a ja poczułam jak się czerwienię - słodko się czerwienisz. Możesz mnie tak drapać, bo warto - pocałował mnie.
    Otworzyłam list. Pisało po polsku. To był list od mamy, ale jak to? Przecież ona zmarła przy porodzie. Co jest grane?
-Kotku co to?
    Przetłumaczyłam mu list. Był równie zdziwiony jak ja.
-Muszę iść do taty.
-Pójdę z Tobą.
    Szybko się odświeżyliśmy i ubraliśmy. Mario zabrał moją torbę, a ja poszłam wytłumaczyć Wiktorii o co chodzi. Ona też nie kryła swojego zdziwienia. Ruszyłam z Mario do domu ojca. Po kilku chwilach już u niego byłam. Łzy cisnęły mi się do oczu, przez co piekły mnie niemiłosiernie. Staliśmy przed drzwiami, w których był tata.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Heej <3
Jak Wam się podoba?
Dziękuję za wyświetlania i komentarze <3 To naprawdę motywuje :-D
Pozdrawiam :)

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 9.

*kilka miesięcy później*
    Przez ten rok wiele się nie zmieniło. Jestem z Mario szczęśliwa. Gdy tylko było to możliwe, to spotykaliśmy się. Chciałabym mieć go przy sobie, ale jest to niemożliwe. Rozmawiamy ze sobą codziennie i cały czas SMS-ujemy. Niemcy wygrali mundial w Brazylii, a Bayern obronił tytuł mistrza Niemiec. Ale Borussia im jeszcze pokaże. Właśnie jutro Borussia gra przeciwko Bayernowi w Monachium. Jeśli BVB wygra mecz, to Bayern ich już nie dogoni, ponieważ jest to ostatni mecz ligowy. Wierzę, że Borussia w tym roku stanie na szczycie tabeli i otrzyma tytuł mistrza Niemiec. Oczywiście jadę z chłopakami na mecz, a raczej lecę. Schodami kierowałam się do swojego pokoju. Otworzyłam szafę i po krótkim namyśle wyciągnęłam z niej beżową torbę i położyłam ją na łóżku. Odpisałam na SMS-a Mario, a także Wiktorii, która również miała być na meczu i zaczęłam się pakować. Sprawdziłam pogodę i miało być słonecznie. Otworzyłam po raz kolejny szafę i wzięłam z niej po dwie pary rurek, bluzek oraz jeden sweterek i oczywiście koszulkę BVB z numerem 10, na której było nazwisko 'GÖTZE'. Zawsze ją zakładałam. Może i już nie gra dla czarno-żółtych, ale zrobił ogromnie wiele. Te wszystkie obelgi skierowane w jego stronę, okropnie bolały. Nie tylko jego, ale również i mnie. Moje dalsze rozmyślanie przerwał dzwonek do drzwi, który uporczywie dzwonił. Wiedziałam już, że to Mats, ponieważ ten zawsze trzymał rękę na dzwonku, dopóki nie otworzyłam drzwi. Tak było i tym razem.
-Hej Natka - pocałował mnie w policzek i wszedł do środka.
-Jaaasne, rozgość się - powiedziałam z sarkazmem po czym się zaśmiałam - hej Matsiu.
-Spakowana?
-Jeszcze nie.
-To idź się pakować, a ja poczekam tutaj - powiedział i już trzymał pilot w ręce, aby zacząć przerzucać kanały w telewizji. Jak zawsze.
    Pobiegłam na górę, żeby dokończyć pakowanie. Złożone ciuchy włożyłam do torby. Sięgnęłam po kosmetyczkę i wrzuciłam ją jeszcze do ubrań. Zasunęłam zamek i byłam już gotowa, więc skierowałam się do salonu, w którym siedział Niemiec.
-Trzeba było mnie zawołać po tę torbę.
-Czekaj - rzuciłam i oddaliłam się od niego.
    Szybko znalazłam się w pokoju i zabrałam ładowarkę. Omiotłam wzrokiem jeszcze raz pomieszczenie i ruszyłam do Hummelsa.
-Zapomniałam ładowarki - wytłumaczyłam.
-To jedziemy?
-Oczywisia - zaśmiałam się.
    Mats wziął moją torbę i włożył ją do auta. Otworzył drzwi i gestem ręki zaprosił mnie, abym wsiadła. Podziękowałam mu i już siedziałam w wygodnym fotelu przeznaczonym dla pasażera, a piłkarz po stronie kierowcy. Umieścił kluczyk i mogliśmy już jechać. Droga minęła nam na ciągłym śmiechu, rozmowie i śpiewaniu. Normalne. Staliśmy na sygnalizacji świetlnej wyczekując zielonego światełka. Okna były otwarte, a my śpiewaliśmy na tyle głośno, że ludzie na nas patrzyli. Niektórzy dziwnie, jak na idiotów, a inni się po prostu uśmiechali. Z Matsem zawsze było ciekawie, czasami się kłóciliśmy, ale szybko godziliśmy. Kiedyś się spotykaliśmy, niektórzy twierdzili, że mamy się ku sobie. Ale tak nie było, ponieważ jak tylko poznałam Mario to od razu wpadł mi w oko. Mamy takie same zainteresowania. Dosłownie od razu wpadł mi w oko.
-Jesteśmy już - głos Matsa wyrwał mnie z zamyślenia.
    Szybko dotarliśmy na lotnisko. I to nawet bardzo szybko. Mats wziął swoją i moją torbę. Chciałam ją zabrać, ale nieee, bo nie będę jej nosić. Śmialiśmy się ciągle, ponieważ naszło nas na wspominanie.
-A Wy co się tak śmiejecie? - spytał Bender.
-Oj, Blenderku. Przypomniało nam się jak nam wpadłeś do basenu.
-Blender - powiedział z przekąsem - No przestań, proszę - zaśmiał się.
-No dobrze - przytuliłam się do niego.
-Ej, jego przytulisz, a nas to już nie? - zapytał z wyrzutem Miki.
-No chodźcie do mnie - powiedziałam.
    Piłkarze przybliżyli się i mogłam ich wszystkich przytulić. Był to taki grupowy uścisk. Po chwili dołączyła do nas Wiktoria z Marco. Są już razem 4 lata. Cieszę się ich szczęściem. Jednocześnie tak bardzo tęsknię za Mario. Ostatnio nie było kiedy się spotkać, ponieważ do meczy ligowych dochodziła Liga Mistrzów. Nie mogłam doczekać się spotkania z nim. Kolejny raz moje przemyślenia przerwał głos. Tym razem była to Wiktoria, która oznajmiła mi, że musimy iść na odprawę. Posłusznie poszłam za przyjaciółką i po chwili znalazłam się w samolocie. Wiktoria usiadła z Marco, a ja zajęłam wolne miejsce. Po kilku minutach dosiadł się do mnie Nuri. Posłał mi uśmiech oraz założył słuchawki na uszy, a ja wzięłam książkę i zagłębiłam się w jej treść. Moje myśli od fabuły oderwał dotyk. Jak się mogłam domyślić był to Şahin.
-Natka - zapytał cicho.
-Tak?
-Bo ja mam takie pytanie - nadal szeptał.
-Mów, mów - powiedziałam - Ale najpierw mi powiedz, dlaczego szepczesz - również szepnęłam co wywołało uśmiech na twarzy piłkarza.
-Ale mi tak głupio spytać - powiedział już normalnie.
-No dajesz. Ile się znamy, więc mów.
-No bardzo długo - zaśmiał się - bo chciałbym spytać, czy nie zajęłabyś się Ömerkiem. Chciałbym zabrać Tugbę na kolację. Dawno nigdzie nie wychodziliśmy.
-No jasne. Powiedz tylko kiedy.
-Serio?
-No tak - zaśmiałam się.
-A to Ci jeszcze powiem. - zaśmiał się - Przywiozę Ci go jak coś.
-Jasne.
-Jesteś cudowna - zaśmiał się.
    Dwadzieścia minut później siedzieliśmy już w autokarze, który miał nas zawieźć do hotelu. Chłopcy mieli odbyć jeszcze jeden krótki trening, dlatego po około godzinie spędzonej w hotelu, wyszli na boisko.
Miałam spotkać się jeszcze dzisiaj z Mario, więc poprawiłam swój wygląd i pojechałam zamówioną taksówką do domu Götzego. W sumie to nigdy nie lubiłam jeździć taksówkami, ale co poradzić. Stałam przed drzwiami i zadzwoniłam dzwonkiem. Po krótkiej chwili stanął przede mną mężczyzna, którego wyczekiwałam. Gdy mnie tylko zobaczył, od razu przyciągnął mnie do siebie i wpił w moje usta. Tęskniłam za nim. Okropnie za nim tęskniłam. A to, że dzień po meczu wyjeżdżam było strasznym uczuciem. Chciałbym mieć go blisko, ale co ja mogę.
-Cholernie za Tobą tęsknię. Kocham Cię - oderwał się na chwilę od moich ust, aby po chwili ponownie ich dotknąć.
-Ja za Tobą też i bardzo Cię kocham.
-Gdy tylko sezon się skończy to nic nam nie przeszkodzi. A tak w ogóle to, gdzie chciałabyś pojechać na wakacje?
-Może Włochy?
-To pojedziemy do Włoch. Rzym?
-Milan.
-Mediolan. Ciekawie - zaśmiał się - to zarezerwuję i po problemie. Tylko my - pocałował mnie
    Nasze pocałunki stawały się coraz namiętniejsze. Kierowaliśmy się do sypialni, aby następnie rzucić się na łóżko. Części naszej garderoby walały się już po podłodze. Można się domyślić co stało się potem.
-Muszę zaraz iść - mówiąc to przytuliłam się mocniej do Mario.
-Będziesz jutro na meczu?
-Oczywiście.
-A jaką masz koszulkę?
-Moją ulubioną.
-Czyli? - posłał mi cudowny uśmiech.
-Ta co dostałam od Ciebie.
-Wiesz, że Cię kocham? I to bardzo. - pocałował mnie - kochasz mnie?
-Oczywiście, że tak. I to bardzo.
-To wiedz, że ja Ciebie jeszcze bardziej niż Ty mnie - zaśmialiśmy się
-Nie, to ja bardziej.
-Nie, bo... - nie pozwoliłam mu dokończyć, ponieważ wpiłam się w jego usta
    Mario odwiózł mnie do hotelu i obiecał, że przyjedzie po meczu. To teraz tylko iść spać. Była 22:30. Byłam już przy drzwiach od swojego pokoju, gdy usłyszałam.
-Proszę, proszę, proszę, a o której to się wraca? - zapytał Reus, a obok niego stał Sven i Marcel - gdzie byłaś?
-U Mario
-Co robiliście?
    Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Wiktoria wyszła ze swojego hotelowego pokoju, który dzieliła z Marco i spytała o co chodzi, a kiedy jej opowiedziałam, to również wybuchła śmiechem. Pokręciłam głową i z uśmiechem na ustach weszłam do pokoju. Poszłam się odświeżyć i wróciłam do łóżka rozmyślając o wszystkim, a o niczym. Odpisałam na ostatniego SMS-a Mario, ponieważ on też już szedł spać i zasnęłam. Śnił mi się Götze. Śniło mi się, że nadal gra w Borussii. Cudowny sen. No właśnie, sen. Szkoda, że nie rzeczywistość.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Hej <3
Co tam? Jak Wam się podoba? :D
Z ankiety wyszło, że kolejny blog również będzie o Mario Götze xd
Znowu malutko komentarzy ;c
Rozdziały będą się teraz pojawiać co 5 dni ;x

Czytasz = Komentuj

Pozdrawiam ;)

poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 8.

*Mario*
    Obudziłem się trzymając cały mój świat w ramionach. Tak bardzo za nią tęskniłem. Ale, dlaczego wtedy za nią nie pobiegłem? Przecież nic mnie z Ann nie łączyło. Potem poszedłem się jedynie pożegnać. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Patrzyłem na nią. Jej oddech był spokojny. Wyglądała na taką bezbronną, taką kruchą. Ale każdy kto ją zna to wie, że potrafi pokazać tzw. pazury. Kocham ją całą. Jej uśmiech, głos, ruchy, wszystko! Nie ma rzeczy, której bym w niej nie kochał. I jeszcze to jak śpiewała. Ma cudowny głos. Odgarnąłem delikatnie kosmyki włosów, które opadały na jej spokojną twarz, na której malował się uśmiech. Zastanawiałem się o czym śni. Zobaczyłem, że jej plecy są trochę odkryte, więc od razu przykryłem ją i pocałowałem w głowę. Jeszcze nie doszło do mnie to, że jesteśmy razem. Jestem najszczęśliwszym facetem na Ziemi. Ba. Najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Zatraciłem się w niej. Nigdy nikogo tak mocno nie kochałem. Kiedy Wiktoria mi ją przedstawiła to od razu chciałem ją bardziej poznać. Oczywiście na początku oczarowała mnie swoim wyglądem, ale gdy tylko zaczęła rozmawiać z Matsem, to wiedziałem, że muszę ją poznać. Kiedy wychodziła zaproponowałem jej, że ją odprowadzę. Ku mojej uciesze, zgodziła się. Widziałem, że Hummels też chciał zrobić to samo, ale byłem szybszy. Zaśmiałem się na samo wspomnienie. Rozmawialiśmy całą drogę. Poprosiłem ją o numer, który mi dała oraz spytałem spotkanie. Umówiliśmy się, że przyjadę po nią następnego dnia i zabiorę ją do kina. I tak się zaczęło. Odprowadziłem ją pod same drzwi i gdy tylko weszła, szybko ruszyłem do domu Marco i Wiktorii, aby dowiedzieć się jak najwięcej o Natalii. Od tamtej pory spotykaliśmy się codziennie, zapraszałem ją na każdy mecz, a ona na każdym była. Jeśli nie mogłem grać, to zajmowałem miejsce obok niej i często zamiast patrzeć na to co działo się na boisku, to ja patrzyłem na nią. Poczułem, że jej ciało delikatnie rusza się w moich ramionach, a po chwili zobaczyłem, że otwiera oczy i uśmiecha się, bardziej we mnie wtulając. Przyciągnąłem ją do siebie, a ona złożyła delikatny pocałunek na moich ustach, a kończąc przygryzła leciutko moją wargę i się zaśmiała.

*Natalia*
    Obudziłam się w wtulona w silne ramiona mojego chłopaka. Jak to pięknie brzmi. Mój chłopak. Dobra, ogarnij się idiotko. Jeszcze chwilkę. Mój Mario. Okej, to mi się nigdy nie znudzi. Pocałowałam go i oparła głowę o jego ramię.
-Jak się spało Księżniczko? - zapytał.
-Z Tobą? Cudownie - pocałowałam go w policzek i delikatnie się podniosłam - która godzina?
-9:00 - odpowiedział patrząc na ekran telefonu.
-Chętnie bym z Tobą poleżała, ale wstaje - zaśmiałam się na widok miny Götzego.
-Nieee - zawył piłkarz - kocham Cię.
-Ja Ciebie też, ale wstaję.
    Pomocnik jedynie westchnął i położył się zwracając głowę ku mnie, a także lustrując każdy mój ruch, nawet ten najmniejszy. Słyszałam jego pomruki przez co uśmiechałam się pod nosem. Poszłam się odświeżyć i pomalować. Dzisiaj jedynie spięłam grzywkę i otulona ręcznikiem wyszłam po ciuchy. Mario, gdy mnie tylko zobaczył, to z prędkością światła znalazł się przy mnie przyciągając do siebie. Oczywiście chciał się pozbyć mojego jedynego okrycia, które swoją drogą było skąpe. Wyminęłam go zabierając wcześniej przygotowane ciuchy i udałam się szybko do łazienki wystawiając mu język. Ubrana zeszłam do kuchni, w której był już mężczyzna i przygotowywał, jakże trudne śniadanie... płatki z mlekiem. Zabrałam miskę i już chciałam wlać mleko.
-Co Ty robisz? - zdziwił się.
-Chcę wlać mleko?
-Ale to nie tak - mówiąc to podkręcił głową z dezaprobatą - najpierw wsypujesz płatki, a dopiero potem mleko.
-Ale ja zawsze płatki dodaję dopiero, gdy mam już wlane mleko.
-Daj, Ty nie umiesz - zabrał mi miskę oraz mleko.
-Ale ja nie lubię takich okropnie zmoczonych płatków - podniosłam głos, wlałam mleko oraz zabrałam płatki i usiadłam przy wyspie kuchennej.
-Przepraszam - pocałował mnie w szyję.
-To ja przepraszam - odpowiedziałam - smacznego.
-Smacznego. Zabieram Cię dzisiaj na spacer - mówiąc to złapał mnie za rękę.
    Zawsze kłóciliśmy się o głupoty i szybko godziliśmy. Mario został do 12:00, a potem udał się do siebie. Odprowadziłam go do drzwi, przy których czule się pożegnaliśmy, a sama wróciłam do kuchni i zabrałam się za zrobienie obiadu dla taty. Otworzyłam lodówkę, ale nie znalazłam w niej produktów, z których mogłabym zrobić coś dla ojca. Włożyłam więc portfel do torby, którą założyłam na ramię i udałam się do sklepu na małe zakupy. Droga bardzo szybko mi minęła i już po 6. minutach byłam w markecie i wkładałam do koszyka produkty, które mogły się przydać. Ziemniaki są, pomidory też, mięso mam, teraz jeszcze torebka z sosem i mogę iść do kasy. Tylko gdzie ona jest. Mój wzrok krążył po półkach z przyprawami i sosami. Mam, ucieszyłam się w duchu. Ale sięgnięcie po nią takie proste nie będzie, ehh. Prawie najwyższa półeczka i jak ja mam tam dosięgnąć? Już stałam na palcach i wyciągałam rękę by spróbować szczęścia i dostać to czego potrzebuje.
-No cześć Piękna - usłyszałam obok ucha głos mężczyzny przez co, aż podskoczyłam ze strachu - przestraszyłem Cię? - zaśmiał się.
-Javi nie strasz ludzi - zaśmiałam się.
-Proszę. To, to?
-O dziękuję, tak to - odpowiedziałam, gdy podał mi saszetkę, której potrzebowałam.
-Natalia, może wyskoczymy gdzieś dzisiaj?
-Javi, przepraszam, ale jestem już umówiona.
-Rozumiem - uśmiechnął się delikatnie - to innym razem.
-Jasne. Ja się już zbieram, bo tata chyba niedługo będzie - pomachałam mu i udałam się do kasy
    Zapłaciłam za zakupy i wyszłam ze sklepu udając się do domu. Gdy znalazłam się w kuchni szybko wypakowałam produkty i zabrałam się za przygotowanie obiadu. Zrobiłam zapiekankę ziemniaczną i zadowolona z siebie usiadłam na kanapie. Wzięłam do ręki telefon. Miałam 4 nieodebrane połączenia. Jedno od taty i 3 od Mario. Wybrałam numer Götze i po chwili usłyszałam jego głos.
-Kotku.
-Coś się stało?
-Tęsknię - miałam przeczucie, że się teraz uśmiecha.
-Dopiero się widzieliśmy - zaśmiałam się.
-Widzisz, musisz ze mną zamieszkać.
-Chciałabym, ale studiuję w Dortmundzie. Niedługo muszę wracać.
-Wiem, nie wytrzymam bez Ciebie. Dopiero Cię odzyskałem i już się rozejdziemy.
-Będę przyjeżdżać, gdy będę mieć czas. Muszę jeszcze zadzwonić do taty.
-Dobrze, przyjdę po Ciebie o 19:00.
-Pa.
    No to teraz tata, który od razu odebrał.
-Kiedy będziesz? - zapytałam od razu.
-Już prawie jestem.
-Dobrze.
    Po kilku minutach tata znalazł się w domu.
-Zaraz będzie obiad.
-A co?
-Zapiekanka z ziemniakami.
-A kiedy wyjeżdżasz?
-Za dwa dni.
-Szybko. Kiedy potem przyjedziesz.
-Gdy tylko będę mogła, ale na pewno zobaczymy się na finale Pucharu Niemiec - uśmiechnęłam się.
    Obiad minął nam w miłej atmosferze. Chwilę porozmawiałam z tatą, a potem zadzwoniła Wiktoria.

*Tymczasem w domu Thiago*
-Tak jak Ci mówiłem, spotkałem dzisiaj Natkę w sklepie. Spytałem ją o spotkanie, ale powiedziała, że jest już umówiona. Ciekawe z kim. A niedługo wyjeżdża. Chcę z nią gdzieś wyskoczyć.
-Zobaczymy się na pewno na finale Pucharu Niemiec i ją odwiedzimy - powiedział Thiago.
    Myśli Martíneza krążyły wokół córki trenera. Zakochał się w niej. Gdy ją poznał od razu mu się spodobała. Nigdzie nie znalazł takiej dziewczyny jak Natalia. Cholernie mu się podoba, coraz ciężej mu to ukrywać. Nawet Thiago nie powiedział o tym jakimi uczuciami darzy córkę trenera, ale czuje, że musi to zrobić. Może uda im się związać razem?

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 7.

    Obudziłam się niewyspana i zmęczona. Ale przecież spałam długo, bo jest 9:00. Cóż, zapowiada się "cudowny" dzień. Może mi przejdzie. Podniosłam się do pozycji siedzącej i okryłam kocem. Przejechał ręką po włosach i ziewnęłam. Stwierdziłam, że trzeba wstawać i gdy już podniosłam się z łóżka ruszyłam do łazienki. Tak jak zawsze wzięłam prysznic i wykonałam resztę czynności. Zanim się pomalowałam, spięłam swoje długie, blond włosy. Nigdy ich nie prostowałam. Nie musiałam tego robić, ponieważ naturalnie mam je okropnie proste. Nigdy też ich nie farbowałam i nie mam zamiaru tego robić. Upięłam je w kucyk i się pomalowałam. Zawinięta w ręcznik wyszłam do pokoju po ciuchy. Ubrana sięgnęłam po laptop, aby sprawdzić różne rzeczy. Po chwili na ekranie pojawił się dymek, że dzwoni Wiktoria, więc od razu odebrałam.
-Hej - usłyszałam głos przyjaciółki.
-No hej - zaśmiałam się - co Ty tak wcześnie wstałaś?
-Marco szedł na trening i się obudziłam.
-Im bardziej chce być cicho, tym bardziej mu się to nie udaje - zaśmiałyśmy się - co tam u Ciebie? U Was?
-Głodna jestem. U nas? Powiem jedno. Noc - zarechotała.
-Uuu - zaśmiałam się.
-Nie pochwalisz się? - uniosła brew.
-Czym? - zapytałam zdezorientowana.
-Mario - krzyknęła, a ja się tylko wyszczerzyłam - no mów jak, gdzie i kiedy. Marco nie zdążył mi powiedzieć, bo zasnęłam. Długo rozmawiali przez telefon.
- Jesteśmy razem.
-No tyle to ja wiem, bo Mario się tak darł, że ciężko było nie usłyszeć.
-Na treningu się wszystko stało.
-Ale jak? - dopytywała.
-Poszłam do łazienki, bo przez Javiego wyglądałam okropnie i wtedy poczułam czyjąś dłoń na moich plecach. Myślałam, że to Thiago, ale to był Mario. Staliśmy chwilę patrząc sobie w oczy. Powiedział, że za mną tęskni, że mnie kocha. No i - przerwałam.
-No i co? Mów - ponaglała.
-Zaczęliśmy się całować - uśmiechnęłam się na samo wspomnienie.
-A potem Ann, tak?
-Tak, skąd wiesz? - zdziwiłam się.
-To usłyszałam. No ale nareszcie jesteście razem - cieszyła się - no ileż można? Już powinniście być razem minimum 2 lata. A tu niecały dzień.
    I tak przegadałyśmy 3 godziny i nim się obejrzałam była 13:00. Wiktoria musiała kończyć, ponieważ Reus zabierał ją dzisiaj na obiad, bo kończył wcześniej trening. Ja zeszłam do kuchni, aby coś zjeść. Zrobiłam sobie kanapkę z sałatą, a do ręki wzięłam szklankę z sokiem i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor i akurat była jakaś komedia, więc zostawiłam. Spędziłam tak około 2 godziny, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Była 15:00, czyli trening jeszcze trwa. Poszłam otworzyć i moim oczom ukazał się Thiago.
-Hej mała - uśmiechnął się - wpadłem Cię odwiedzić - zaśmiał się.
    Zawsze przychodził, kiedy byłam sama w domu, a jak nie to spotykaliśmy się u niego, bądź na mieście.
-Ty i Götze to tak na serio?
-Tak, a co? Chcesz coś do picia?
-Nie, nic. Masz sok z czarnej porzeczki?
-Jasne, już przynoszę.
    Szłam do kuchni, ale ktoś dobijał się do drzwi, więc otworzyłam.
-Javi? - nie powiem, zdziwiłam się jego przybyciem.
-Tak, ja - zaśmiał się - mogę wejść?
    Wpuściłam go do środka, wcześniej uprzedzając go, że Thiago jest w salonie. Niby przyjaźniliśmy się z Javim, ale zawsze dziwnie było mi z nim zostawać sam na sam. Był wtedy inny wobec mnie. A może mi się wydaje? Albo tylko się oszukuję, że jest moim przyjacielem? Jakoś np. z chłopakami z Dortmundu i z Thiago inaczej się zachowuję. Są moimi przyjaciółmi, a o Martínezie tego powiedzieć, chyba nie mogę. Lubię go, ale nic więcej. Wzięłam szklanki oraz sok i skierowałam się do salonu, gdzie siedziała dwójka Hiszpanów i przerzucała kanały w TV. Spędziliśmy godzinę w miłej atmosferze i po raz kolejny dzisiaj, ktoś dzwonił do drzwi. Otworzyłam je, a przed nimi ujrzałam Mario. Od razu wszedł i wpił się z zachłannością w moje usta. Oddawałam każdy jego pocałunek, ale musiałam pamiętać, że chłopcy siedzą w salonie. Delikatnie odepchnęłam od siebie piłkarza.
-Kotku, coś nie tak? - zapytał z troską.
-Thiago i Javi są w salonie. Nawet nie wiedziałam, że przyjdą. - wytłumaczyłam.
-Ja też robiłem Ci takie wizyty - zaśmiał się.
-Zacznijmy od tego, że Ty spałeś u mnie i nie chciałeś ode mnie wychodzić - uśmiechnęłam się.
-A Ty u mnie - pocałował mnie delikatnie.
-Bo mnie nigdy wypuścić nie chciałeś.
    Poszliśmy do salonu, a Thiago od razu wstał i posłał mi uśmiech.
-Javi, zawieź mnie do domu - poprosił przyjaciela.
-Ale, że już - zdziwił się Martínez.
-Tak. Wstawaj staruszku - zaśmiał się.
-No dobra. O, Mario - zdziwił się wizytą mężczyzny.
-Dobra, pa - powiedział Thiago oraz pomachali na pożegnanie i już ich nie było.
-To na czym stanęliśmy - poruszał zabawnie brawami Mario.
    Przybliżył się jeszcze bardziej i złożył na moich ustach czuły pocałunek. Każdy nasz pocałunek, każde nasze zbliżenie było inne, a jednak takie samo. Zbliżaliśmy się do kanapy, na której delikatnie mnie położył, a sam był nade mną. Chwilę tę przerwał Alcântara, który zostawił telefon.
-Ja tylko po telefon. - uśmiech jak zawsze był na jego twarzy - Ołłł. - zmieszał się - Przepraszam, już wychodzę - zaśmialiśmy się, gdy wyszedł.
    Złożyłam buziaka na policzku Niemca i wstaliśmy, żeby zrobić dla niego jakiś obiad. W czasie, gdy ja robiłam spaghetti, on jadł wtedy jogurt.
-Głodny jestem - powiedział, gdy już zjadł.
-Zaraz będzie. Jeszcze chwilkę poczekaj na makaron.
-A mogę Ciebie?
-Co mnie?
-Ciebie jestem głodny - wyszczerzył się.
-Proszę - powiedziałam stawiając przed nim talerz z makaronem oraz sosem - i smacznego.
-Dziękuję - nalał nam soku - smacznego.
-Dziękuję.
    Zjedliśmy i odłożyliśmy talerze do zmywarki. Usłyszałam piosenkę 'Timber' i odebrałam telefon. Dzwonił tata.
<rozmowa telefoniczna>
-Proszę
-Natalia, zostanę w Berlinie do jutra, bo już późno się zrobiło, a na dworze deszcz pada.
-Dobrze, wróć jutro na spokojnie. Pa.
-Pa.
<koniec>
    Poszłam jeszcze zamknąć drzwi, a z salonu słyszałam piłkarza.
-Kto dzwonił? - zapytał.
-Tata. Mówił, że zostanie w Berlinie do jutra - odpowiedziałam wtulając się w niego.
-Co oglądamy? - zapytał.
-Nie wiem, wybierz coś.
-Piraci z Karaibów są.
-Mhm - zamruczałam, a on pocałował mnie w skroń.
    Film oglądaliśmy wtuleni w siebie. Tęskniłam za jego ustami, niewinnymi buziakami. Za tym jak mnie przytulał, jak do mnie mówił. Tęskniłam za nim całym, ale teraz jestem szczęśliwa. Dawno się tak nie czułam. To on daje mi szczęście. Kocham go.
- Kochanie? - zapytałam, gdy film się skończył.
-Tak?
-Zostaniesz?
-Jeśli chcesz to tak.
    Popatrzył mi w oczy, a ja złożyłam na jego ustach pocałunek. Usiadłam na jego kolanach. Ręce Mario były wszędzie, a ja bawiłam się guzikami jego koszuli, odpinając je. W pewnym momencie wstałam z niego i złapałam za rękę. Poszliśmy do mojego pokoju i położyliśmy się na łóżku. Ściągnął ze mnie bluzkę, ja nie byłam mu dłużna, bo zdjęłam z niego koszulę.
-Kocham Cię tak bardzo mocno - mówił pomiędzy pocałunkami, które składał na moim ciele - jesteś pewna? - zapytał patrząc mi w oczy, a ja po prostu go pocałowałam.
    W końcu po tak długiej rozłące byliśmy razem, byliśmy jednością. Kocham go. Szalenie go kocham. Jest dla mnie wszystkim. Wtuleni w siebie zasnęliśmy.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Hej :)
Co myślicie o tym czymś na górze?
Kolejne rozdziały postaram się pisać dłuższe.
Dziękuję Wam za wyświetlenia i komentarze! :)
Co do kolejnych rozdziałów, to ktoś porządnie namiesza w związku Natalii i Mario :P

Czytasz = Komentujesz

To do następnego :)
Pozdrawiam :)

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 6.

    Rzuciła mu się na szyję. Stałam jak wmurowana. Sytuacja znowu się powtarza. Odwróciłam się i szybkim krokiem ruszyłam przed siebie. Nie znam miejsca, ani okolicy, ale nie interesowało mnie to teraz. W tym momencie chciałam być jak najdalej. Okłamał mnie. Kolejny raz. Znowu ona. Jak mogłam być tak naiwna i mu uwierzyć. Znowu to samo.

*około rok temu, Dortmund*
    Obudziłam się wtulona w ciało Mario. Było mi tak dobrze przy nim. Spędziliśmy ze sobą noc. Cudowną noc. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie. Mario jeszcze spał. Przynajmniej tak mi się wydawało. Chciałam wstać i pójść do kuchni, aby zrobić mu śniadanie. Złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek i już wychodziłam z łóżka, ale silne ramiona mężczyzny nie pozwoliły mi na to. Przyciągnął mnie do siebie, składając pocałunki na moim ramieniu.
-Chciałaś mi już uciec? - zapytał zachrypniętym głosem - nie pozwolę Ci na to - zaśmiał się.
-Chciałam Ci zrobić śniadanie. Myślałam, że śpisz. - przygryzłam wargę patrząc na jego klatkę piersiową, na co on się zaśmiał - a teraz przepraszam, muszę się ogarnąć.
-Ale śniadanie możesz zrobić - zaczął się śmiać.
    Götze wypuścił mnie niechętnie ze swojego uścisku i patrzył na mnie dopóki nie zniknęłam za drzwiami. Wykonałam codzienne czynności i zeszłam zrobić śniadanie. Mario już siedział przy wyspie kuchennej ze szklanka z sokiem w ręku.
-Kotku, zrobisz jajecznicę? - zapytał robiąc przy tym słodka minę i maślane oczy.
-Dobrze - odpowiedziałam.
    Wyciągnęłam potrzebne rzeczy do przyrządzenia posiłku dla Mario i zabrałam się do pracy. Nałożyłam przygotowane jedzenie na talerz Mario. Położyłam talerz i zaśmiałam się widząc, że w ręce ma już widelec w gotowości, a na twarzy jak zawsze uśmiech.
-Smacznego.
-Dziękuję skarbie, a Ty nie jesz?
-Zjem jabłko i zaraz wychodzę
-Gdzie mi uciekasz? - spytał smutny.
-Umówiłam się z Wiktorią.
-A wrócisz?
-Do siebie - zaśmiałam się.
-No ej. Ja tak nie chcę - ja ubierałam w tym czasie buty.
    Zadzwonił dzwonek. Mario był prawie przy drzwiach, więc je otworzył. Do holu wpadła Ann.
-Kochanie, tęskniłam za Tobą.
-Mario? O co chodzi? - zapytałam zdezorientowana.
-Jak to o co. Jesteśmy razem - powiedziała.
-Natalia, nic mnie z nią nie łączy. Natalia! - usłyszałam za sobą.
    Wybiegłam z jego domu.

*teraz*
    Usłyszałam za sobą kroki i poczułam, że ktoś łapie mnie za nadgarstek i przyciąga do siebie.

*Mario*
    Nie mogę odpuścić. Nie mogę dopuścić do sytuacji, która miała miejsce rok temu.
-Jedziemy? - usłyszałem głos Ann - Mówiłam, że mnie popamiętasz.
-Daj spokój, między nami nic nie będzie. To, że byliśmy razem było okropnym błędem - odpowiedziałem wkurzony.
-Zobaczmy - zaśmiała się odchodząc.
    Pobiegłem szybko w stronę, w którą odeszła Natalia. Po kilkudziesięciu metrach zobaczyłem ją i przyspieszyłem kroku. Gdy znalazłem się obok niej to złapałem za nadgarstek przytulając ją do siebie. Nie stawiała oporu.
-Kocham Cię, ona nic dla mnie nie znaczy. Tylko Ty się zawsze liczyłaś. - wypowiedziałem te słowa i pocałowałem ją w głowę.

*Natalia*
    Poczułam jego perfumy, które nadal na mnie działają. Powiedział, że tylko ja się liczę. Coś kazało uwierzyć mi w jego słowa. Wtuliłam się jeszcze bardziej i poczułam, że się unoszę. Mario podniósł mnie i zakręcił wokół własnej osi.
-Nikt nas nie rozdzieli. Nikt - pocałował mnie.
-Kocham Cię wariacie - zaśmiałam się.
    Postawił mnie na ziemię i ruszyliśmy do auta. W samochodzie śpiewaliśmy piosenki, jak za dawnych czasów. Co ja mówię, teraz tak będzie już zawsze. Droga minęła nam szybko. Okazało się, że mieszka niecały kilometr od domu taty. Staliśmy przed drzwiami, a brunet próbował otworzyć drzwi.
-Mario, żeby otworzyć drzwi to Ty najpierw musisz trafić w dziurkę - uświadomiłam mu.
-Ja zawsze trafiam skarbie, a Ty powinnaś o tym wiedzieć najlepiej - przyparł mnie do ściany. Ręka zjechała mu na moje udo, a jego usta znalazły moje i złączyły nas w namiętnym pocałunku. Oderwałam się od niego.
-Kochanie, otwórz drzwi lepiej - zaśmiałam się.
-Już, już.
    Po chwili staliśmy w korytarzu jego domu. A on zaczął od razu powtarzać, że jest głodny. Wiedziałam, że chce, żebym mu zrobiła jedzenie.
-Zrobisz mi coś do jedzenia?
-Gdzie masz produkty? - uległam, ponieważ składał pocałunki na mojej szyi.
-W szafce i lodówce - zaśmiał się.
-Jak zawsze pomocny.
-No wiem.
    Pomógł mi w przygotowaniu posiłku i gdy był już gotowy to zasiedliśmy do stołu, aby zjeść. Rozmawialiśmy ze sobą cały czas.
-Gdyby nie Ann to bylibyśmy już dawno razem - powiedział.
-Nie mówmy o niej.
-Nie wiem co bym zrobił, gdyby Mats mi Ciebie zabrał.
-Ale teraz jestem tu z Tobą. Z Matsem nic do siebie nie czujemy, poza przyjaźnią.
-Wiesz, dlaczego byłem z Ann? -z mojej strony usłyszał, tylko ciszę, więc dokończył - chciałem, żebyś była zazdrosna - ściszył głos.
-Udało Ci się -powiedziałam pod nosem.
-Co? - na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
-Nic, nic.
-A ja chyba jednak coś słyszałem.
-Powinieneś iść z tym do specjalisty, bo to nie jest normalne jeśli słyszysz coś, kiedy wszyscy są cicho - zaśmiałam się
-Dobra, dobra. Ja słyszałem, że mówiłaś, że mi się udało, czyli byłaś zazdrosna.
-Tak, zadowolony? - wyminęłam go i poszłam usiąść na kanapę.
-Ja nie jestem zazdrosny jak widzę Cie z innym kolesiem. Po prostu rozpierdala mnie od środka.
-Jesteś romantyczny. Na swój sposób, ale jesteś - przytuliłam się do niego.
    Włączyliśmy telewizor, w którym akurat był mój ulubiony film 'Goal'.
-Zostaw, pierwsza część. - powiedziałam.
-Ale już się kończy.
-Ale zostaw - poprosiłam i dałam mu buziaka w policzek - Potem jest jakiś inny.
    Filmy się skończyły, a zegar wskazywał godzinę 22:20. Musiałam się zbierać. Próbował mnie zatrzymać, ale w ostatecznie stanęło na tym, że mnie odwiózł. Wysiedliśmy z auta. Oparł mnie o maskę samochodu i wpił w usta.
-Będę tęsknił. Zobaczymy się jutro?
-Mhm - zamruczałam mu do ucha - przyjedź. Tata jedzie załatwić parę spraw.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też.
    Nasze usta po raz ostatni dzisiaj złączyły się ze sobą i poszłam do domu. Mario stał i patrzył dopóki nie weszłam. Tak bardzo go kocham. Aż chce się krzyczeć ze szczęścia. Nareszcie razem. Tata robił coś w kuchni, więc zdjęłam buty i od razu poszłam do niego. Porozmawialiśmy chwilkę i poszłam do sobie, ale najpierw weszłam do łazienki. Gdy już znalazłam się w łóżku dostałam SMS-a, który był od Mario:

Dobranoc moja Księżniczko. Kocha Cię :-*

    Uśmiechnęłam się i odpisałam:
Dobranoc. Kocham Cię :-*

    Zasnęłam, gdy tylko położyłam głowę na poduszce.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Hej :)
Jak Wam się podoba?
Zastanawiałam się ostatnio, co się dzieje. Dlaczego tak mało komentarzy ;c Aż tak źle piszę?
Gdy zaczynałam było ich po 6. Kiedy czytam Wasze komentarze, to dają mi one ogormnego powera.

Czytasz = Komentuj

To naprawdę daje chęci do dalszego pisania :P
Proszę Was o wybór opowiadania poprzez ankietę. Dzięki niej dowiem się co Was najbardziej interesuje.
Pozdrawiam :)

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 5.

    To nie był Thiago. To był on. Facet, dla którego zrobię wszystko. którego kocham. To był Mario. Patrzył na mnie niepewnie, jakby się bał, że na niego nakrzyczę. Nie dziwie mu się w sumie, bo chciałam to zrobić, ale wiedziałam, że będę tego żałować. Patrzył mi w oczy, jakby chciał zobaczyć przez nie o czym myślę.
-Natalia - powiedział zbliżając się do mnie - Natka. Jak ja za Tobą tęsknię - mówił nadal zmniejszając dzielącą nas przestrzeń.
    Wzięłam głęboko powietrze i popatrzyłam mu w oczy. Były cudowne, zawsze mogłam z nich wszystko wyczytać. Teraz? Były pełne bólu? Tęsknoty? Smutku? Miłości?
-Nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłem.
    Dotykaliśmy się ciałami. Popatrzyłam mu w oczy, a następnie na jego usta. Po chwili poczułam je na sobie. Całował delikatnie. Oddawałam każdy jego pocałunek, każdy najmniejszy jego ruch. Nasze pocałunki stawały się coraz to namiętniejsze. Oderwaliśmy się od siebie.
-Kocham Cię. Kocham Cię najbardziej na świecie. Chcę być tylko z Tobą. Chcę się budzić obok Ciebie. Spędzać z Tobą każdą chwilę. Być przy Tobie zawsze. Chcę tylko Ciebie. To co się wydarzyło. Ja, ja - jąkał się - Ja do niej nic nie czułem i nie czuję. Kocham tylko Ciebie. Proszę Cię, wybacz mi. Proszę.
-Już dawno Ci wybaczyłam. Mario, kocham Cię.
    Na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech, tzw. banan. Zbliżył się ponownie i złożył pocałunek na moich ustach. Tym razem był on pewniejszy od poprzedniego. Moje plecy dotykały ściany. Swoje palce wtopiłam w jego włosy, natomiast on jedną rękę trzymał na mojej talii, a drugą opierał się o ścianie. Było cudownie, tak za nim tęskniłam. Jego dłonie czułam już pod moją koszulką. Tę chwilę przerwało nam pukanie do drzwi.
-Zajęte - krzyknął Mario - czyli jesteśmy razem? - zapytał i uśmiechnął się zniewalająco.
-Mhm - pocałowałam go delikatnie w policzek
    Podeszłam do lustra, ponieważ chciałam poprawić swój wgląd. Poczułam dłonie na swoich biodrach i głowę na ramieniu. W lustrze zobaczyłam uśmiechniętego piłkarza. Posłałam mu buziaka w powietrzu, zaśmiałam się i poprawiłam swój wygląd.
-Możemy iść - powiedziałam.
    Otworzyłam drzwi przez, które delikatnie wyjrzałam, aby sprawdzić, czy na pewno nikogo nie ma i wyszliśmy. Zobaczyliśmy, że chłopcy zaczęli rozgrzewkę.
-Zabieram Cię ze sobą po treningu, a teraz będę jak ninja i nikt nie zobaczy, że jestem spóźniony - zaśmiał się.
-Spóźniony jesteś ok. 15 minut - zaśmiałam się.
    Wspięłam się na palce i pocałowałam go w policzek. No cóż. Do wysokich nie należę. Mam 160 cm wzrostu, szał. Mario pobiegł do rozgrzewających się kolegów z drużyny, a ja podeszłam do taty, który pisał coś na kartce.
-Mario, spóźniony jesteś - krzyknął tata tak, aby go usłyszał - przez - spojrzał na zegarek - 15 minut buty zmieniałeś?
    Ups?
-Tato, Mario pomagał mi z drzwiami, bo nie chciały się otworzyć - powiedziałam z nadzieją, że uwierzy
-No tak, czasami się zacinają. Dzisiaj mieli przyjechać je naprawić.
    Uff.. Serio? Jakie szczęście, zaśmiałam się w duchu. Cały czas patrzyłam na Mario. Zauważyłam, że on na mnie też. Gdy nasze spojrzenia się spotykały to uśmiechał się, a ja szybko to odwzajemniałam. O 11:30 była 30 minutowa przerwa, po której mieli stawić się w siłowni. Poszłam z tatą do stołówki, w której piłkarze i sztab mieli coś zjeść. Tata usiadł z ludźmi ze sztabu, a ja nie chcąc przeszkadzać wybrałam stolik przy oknie. Po około 5 minutach zaczęli pojawiać się piłkarze. Pierwszy był Mario, który przyszedł z talerzem do mnie.
-A Ty nie jesz? - zapytał siedząc już obok mnie.
-Nie - uśmiechnęłam się - nie mam ochoty.
-Kotku, nie mów, że...
-Nie - zaprzeczyłam od razu - smacznego.
-Dziękuję.
    Gdy Mario zjadł, przysiadł się bliżej mnie i objął ramieniem, a ja położyłam na nim głowę.
-Co będziemy dzisiaj robić? - zapytałam.
-A co chcesz robić?
-A Ty? - zaśmiałam się.
-Oj, kotku.
-Kocham Cię - wtuliłam się w niego, na tyle, na ile pozwalały mi krzesła, które nas dzieliły.
-Ja Ciebie bardziej - pocałował mnie w głowę.
-Proszę, proszę, proszę. Co tu się wyprawia? I kogo my tutaj mamy - podeszli do nas Thomas, Philipp i Manuel.
-Poczekaj, aż się trener dowie - zaśmiał się Lahm.
-Oj, Lahm. Daj się nacieszyć młodym - Müller skarcił przyjaciela wzrokiem.
-To ile to już? - zapytał Neuer.
-Teoretycznie to 2 lata, w praktyce od dzisiaj - odpowiedział mój ukochany.
    Tak, teoretycznie to 2 lata. Znamy się 3, ale na początku mimo tego, że czułam coś do Mario to często bywałam też w towarzystwie jego kolegi, Matsa Hummelsa. Żadne z nas nie powiedziało drugiemu co czuje. Do czasu. Miało być wszystko ładnie, pięknie, ale jedna osoba zniszczyła wszystko. A na myśli mam Ann.
-Zbieramy się na siłownię - usłyszeliśmy głos trenera chłopaków, a mojego taty.
    Wszyscy ruszyli na siłownię. Piłkarze usiedli na ławkach bądź podłodze, czekając, aż zostaną przydzielone im ćwiczenia i przyrządy do ich wykonania. Przy drzwiach tata rozmawiał ze sztabem i przydzielał ćwiczenia swoim podopiecznym. Podzielił ich na dwie grupy. Jedna została w pomieszczeniu, do którego przyszliśmy jako pierwszego, a druga poszła do sali obok.
    Od 12:40, niektórzy chodzili do sztabu medycznego i wracali po 15 minutach. Wtedy szła kolejna grupa i tak do 13:30. Nie nudziło mi się, lubiłam patrzeć na treningi i na to jak ćwiczą.
-Panowie, na dzisiaj koniec - oznajmił tata.
    Chłopcy na różne sposoby się cieszyli. Niektórzy krzyczeli, inni skakali, a jeszcze inni biegli szybko do szatni, aby być już w domu i odpocząć. Stałam przed wyjściem, kiedy przyszedł Mario i przypomniał mi, że zabiera mnie do siebie. Skierowałam się do wyjścia. Stałam już przy drzwiach, gdy po chwili koło mnie znalazł się Thiago.
-Gdzie byłeś?
-W gabinecie u doktora - odpowiedział.
-A jak noga?
-No jakoś jest, może uda mi się na finał Pucharu Niemiec wrócić - uśmiechnął się - co jest między Tobą, a Mario? Jesteście razem?
-Tak - odparłam uśmiechnięta.
-Nareszcie. No to życzę Wam szczęścia.
-Dzięki - uśmiechnęłam się.
-Alcântara! Idziesz? - krzyczał Javi.
-Dobra mała, ja idę, bo mnie odwiezie do domu - zaśmiał się - pa - pomachał mi.
-Pa - odmachałam mu.
-Idziesz Natalia? - zapytał tata.
-Emm, tato. bo ja jadę z Mario - odpowiedziałam cicho.
-Dobrze - uśmiechnął się.
    Mario szedł w moim kierunku uśmiechając się od ucha do ucha. Złapał mnie za rękę i skierowaliśmy się do auta piłkarza. Przed samochodem czekała nas niespodzianka. Niemiła niespodzianka.
    Rzuciła mu się na szyję. Stałam jak wmurowana. Sytuacja znowu się powtarza.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Hej :)
Jak to szybko leci, już 5. rozdział. Co o nim myślicie? Podoba się Wam?
Dziękuję za wyświetlenia i komentarze. To wiele dla mnie znaczy, ponieważ jest to taką motywacją ;p
Meczyk! Po pierwszej połowie 3:1 :D (0:1 Firmino 5', 1:1 Kevson 29', 2:1 Miki 31', 3:1 Piszczu 34')
Mam jeszcze pytanie odnośnie następnego bloga. O kim chcecie?
1. Mario Götze (od razu mówię, że będzie ono inne niż wszystkie, ponieważ bohaterowie będą wampirami) [co myslicie o czymś takim?]
2. Marco Reus
3. Łukasz Piszczek
4. Mario Götze (tym razem normalnie)
Dodałam ankietę, abyście mogli wybierać ;p
Echte Liebe ♥♥♥




Nic. Tak tylko płaczę. Będę za nim cholernie tęsknić.
Na zawsze w naszych sercach ♥♥♥ 
Pozdrawiam :)

środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 4.

    Poszłam na trening z tatą. Zobaczyłam piłkę i zaczęłam kopać. Po chwili przyłączył się do mnie tata. Mieliśmy przy tym dużo zabawy, ale co się dziwić, oboje kochamy piłkę nożną. Od zawsze w nią grałam, dlatego koledzy zawsze przychodzili po mnie. Nie wiedzieli kto jest moim tatą, nie chciałam, żeby ktokolwiek o tym wiedział. Bałam się, że ktoś mógłby mnie lubić za to kim jest mój tata, a nie za to jakim ja jestem człowiekiem. Zawsze miałam dobry kontakt ze wszystkimi, ale nie miałam nigdy takiej osoby, której mogłabym powiedzieć wszystko. Nie miałam, dopóki nie poznałam Wiktorii i Ewy. Są mi bardzo bliskie. Jak rodzina. Pierwszą poznałam Wiktorię, dopiero ona poznała mnie z Ewą i chłopakami. Wtedy jeszcze nie była z Marco. Poznałyśmy się na boisku. Obie ograłyśmy chłopaków. Tak, my. Dwie dziewczyny. I tak rozpoczęła się nasza przyjaźń. Okazało się, że obie kochamy piłkę nożną i Borussię Dortmund. Potem poznałam Ewę i chłopców. Moje wspomnienia i kopanie piłki z tatą przerwał Mario, który podszedł w pewnym momencie. Tak, ten Mario. Mario Götze. Podszedł i poprosił o rozmowę. Zgodziłam się. Odeszliśmy na bok. Patrzyliśmy się na siebie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Poczułam jego dłoń na swojej. Delikatnie jej dotknął. Uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił i już pewniej chwytając moja rękę zbliżył się do mnie. Odległość pomiędzy nami malała. Bardzo szybko malała.
-Natalia. Kocham Cię - wyszeptał mi w usta - wyjazd z Dortmundu był najgorszym co mogłem zrobić. Gdyby nie mój wyjazd to moglibyśmy być razem, ale wszystko spieprzyłem.
    Granica między nami całkowicie zmalała. Poczułam jego usta na swoich. Delikatnie je muskał, jakby się bał, że mi coś zrobi. Lekko rozchyliłam usta, a on już pewniej zaczął całować. Usłyszałam brawa i gwiazdy. Oderwaliśmy się od siebie i uśmiechnęliśmy. Podeszliśmy się do piłkarzy, którzy stali obok bramki. Byłam taką szczęśliwa. Nareszcie w pełni szczęśliwa. Tylko jego mi brakowało.
-Kocham Cię. Nareszcie mam Cię przy sobie - powiedział mi do ucha przytulając mocniej do siebie.
    Taaaak. Ten mały głosik w mojej głowie krzyczał ze szczęścia. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Czułam jakbym odpływała. Przed moimi oczami robiło się na przemian, raz jasno, a raz ciemno.
-Natalia! Natka - usłyszałam głos taty - wstawaj. Chciałaś iść ze mną na trening.
-Tak, już wstaje - powiedziałam zaspana - Która godzina? - zapytałam.
-7:00, a na 8:00 musimy być w ośrodku treningowym - oznajmił mi.
    A więc to był sen. To był sen. Więc to nie jest prawda. Nie jestem z Mario.
-To był sen - powiedziałam do siebie, gdy taty nie było już w pokoju.
    Niechętnie zeszłam z łóżka i popatrzyłam w okno, w celu oszacowania jaka pogoda. Gdy zobaczyłam słońce, to stwierdziłam, że musi być ciepło. Zabrałam ciuchy z szafy i poszłam do łazienki się odświeżyć. Ubrałam się i delikatnie pomalowałam. Moje malowanie zawsze kończyło się na delikatnym podkładzie, pudrze oraz tuszu do rzęs. Dla mnie w sam raz. Może i miałam dużo kosmetyków, ale praktycznie ich w ogóle nie używałam. Ogarnięta zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni, w której był już tata. Wzięłam szklankę i nalałam do niej wody.
-Smacznego - powiedziałam do taty, który jadł.
    On tylko skinął głową w geście podziękowania i posłał mi uśmiech. Wróciłam do pokoju po torebkę, sprawdziłam jeszcze czy mam w niej wszystko co potrzebne, włożyłam telefon do kieszeni i wyszłam.
-Gotowa? - usłyszałam tatę.
    Wzięłam banana z kuchennego blatu i wyszłam z domu, a tata za mną. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy na trening. Jedząc owoc zabrany ze sobą rozmyślałam o śnie. Tak bardzo chciałam, żeby to było naprawdę, ale co ja mogę. Westchnęłam i zaczęłam rozmowę z tatą. Po chwili byliśmy na miejscu. Zauważyłam, że na parkingu stoi Javi, więc do niego podeszłam.
-Czekałem na Ciebie - przytulił mnie.
-Hej, idziemy? - zapytałam.
-Thiago w odwiedziny wpadnie to poczekamy jeszcze na niego, ok?
-Jasne. Biedny - westchnęłam.
-Kto biedny? - zapytał i pocałował mnie w policzek sam zainteresowany.
-Ty - zaśmiałam się - chodźmy.
    Poczułam, że się unoszę. Straciłam grunt pod nogami. No tak. Martínez. I wszystko jasne.
-Martínez! Zostaw mnie. - nic sobie z tego nie robiąc szedł śmiejąc się razem z Thiago - no ej. Mam nogi i umiem chodzić - nadal nic - Postaw mnie na ziemię - podniosłam głos, a oni nadal się śmiali. Poczułam dłoń na moich czterech literach. - Javi zabierz łapy z mojego tyłka - tym razem już krzyknęłam, a on posłusznie zabrał swoje ręce.

*Mario*
    Byłem już przebrany i bawiłem się piłką. Moje zajęcie przerwał czyjś głos. Bardzo znajomy mi głos. Uwielbiam jak wymawiał on moje imię. To głos Natalii. Zacząłem się rozglądać, gdzie ona jest. Skąd on dobiega. Myślałem, ze może już wariuję i tylko mam jej głos w głowie. Wtedy zobaczyłem Thiago i Javiego. Ale kogo on ma przerzuconego przez ramię? Natalię? Usłyszałam, że krzyknęła, aby zabrał ręce z jej tyłka. Aż się we mnie zagotowało. Tak, jestem zazdrosny. Cholernie zazdrosny.
-Mario, a Ty butów zapomniałeś? Gdzie masz korki? - zapytał trener.
    Popatrzyłem na obuwie i wróciłem do szatni, aby je zmienić.

*Natalia*
    Javi mnie wreszcie postawił. Był z siebie bardzo zadowolony. Wiedziałam, że dzięki niemu wyglądam jakby przeszło tornado, a ja była w jego centrum. Podeszłam do taty, a oni poszli się przebrać.
-Tato, mogłabym lusterko? Jest w toalecie? Mogłabym iść? - zasypałam go trochę pytaniami, a on tylko się zaśmiał i kiwnął głową.
-Pierwsze drzwi na lewo, ale najpierw skręć w korytarz po prawej. Tylko nie przestrasz chłopaków, bo z kim będę trenował? - nadal się śmiał.
-Okej. Baaardzo śmieszne - posłałam mu uśmiech, parskając przy tym śmiechem.
    Poszłam szukać toalety. Skręciłam w prawo i już chciałam wejść do łazienki, gdy poczułam czyjąś dłoń na plecach. Pomyślałam, że to Thiago i nic sobie z tego nie robiłam. Poczułam, że delikatnie mnie popycha do środka. Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, kiedy się odwróciłam zamurowało mnie. To nie był Thiago...

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Hej :)
Co tam u Was? :P
Przed nami kolejny rozdział, co o nim sądzicie?
Dziękuję za komentarze i wyświetlenia :)
Pozdrawiam i do następnego ♥